napisali

(...) A skoro jesteśmy przy nudzie...

guliwer

jej skutkach i wpływie na samopoczucie dziecka, pokazuję znakomitą książkę pt. „Iwo z Nudolandii”.

Tak, tak, jest taka kraina, w której nuda uważana jest za najcenniejszą wartość. Tylko jedna osoba w tej krainie myśli inaczej. Tak się składa, że ta osoba jest córką króla.

Koniecznie zerknij i posłuchaj, jak z nudą rozprawia się ta współczesna baśń.

Anna Jankowska, więcej tutaj

Niezmiernie potrzebna powieść

Kiedy człowiek ma szesnaście lat

Kiedy człowiek ma szesnaście lat...
Zastanawiałam się, jak można by najtrafniej dokończyć to zdanie - świat stoi przed nim otworem; może stać się tym, kim chce; podejmuje istotne decyzje; albo jak bohaterka powieści Doroty Suwalskiej „Czarne Jeziora” stwierdza dobitnie: „jakie to męczące być mną”. (...)

Ilona Starosta, fragment recenzji książki „Czarne Jeziora” zamieszczonej w numerze 2/2017 miesięcznika „Nowe Książki”.

Nie taka wieś straszna

guliwer

(...) W książce obecne są ważne dla młodych ludzi problemy, m.in. trudności z przystosowaniem się do środowiska, poczucie własnej odrębności, krytycyzm wobec otoczenia, pierwsze zauroczenia, kłopoty ze zmieniającą się fizycznością. Na uwagę zasługuje nieobecny w polskiej prozie dla młodzieży watek homoerotyczny. Bohaterka, zaniepokojona, jak to się często zdarza nastolatkom, swoimi zbyt małymi - jej zdaniem - piersiami (które w dodatku ją bolą) ogląda je w toalecie i porównuje z piersiami koleżanki. Na tę scenkę trafia nauczycielka, która wysnuwa fałszywe wnioski. I choć wnioski są fałszywe, to jednak Inka zaczyna się zastanawiać, co by to było, gdyby rzeczywiście zakochała się w niej koleżanka a nie kolega, lub, gdyby - teoretycznie - ją samą pociągały raczej dziewczęta. Wątek ten nie jest jakoś specjalnie rozbudowany. Ledwie go zaznaczono. I to jest właśnie cenne. Chodzi przecież tylko o to, by czasem zastanowić się nad sytuacją innych ludzi na świecie. Pomyśleć, co by było, gdyby inność dotyczyła nas samych. Nie potępiać, nie oceniać, lecz - po prostu pomyśleć. To zwykle wystarczy, by świat wokół się jaśniejszy, bardziej zrozumiały, co nie oznacza, że zupełnie łatwy i prosty... (...)

Hanna Diduszko, fragment recenzji książki „Piegowate Niebo” zamieszczonej w numerze 2/2015 „Czasopisma o książce dla dziecka Guliwer”.

„Czarne jeziora” w Niedzielnym Poranku RDC

czarne jeziora w radiu rdc

O książce rozmawiały Beata Jewiarz i Dorota Suwalska. Audycja do wysłuchania na stronie RDC

Lektura z przesłaniem... „Czarne jeziora” Doroty Suwalskiej

recenzja książki czarne jeziora

(...) Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści, zwłaszcza że czytelnik niemal od samego początku wie, że ta historia ma drugie dno, że sygnały wysyłane przez autorkę, delikatne podpowiedzi i aluzje w pewnym momencie ułożą się w całość, a wtedy wszystko stanie się jasne. Dorota Suwalska stopniuje napięcie i prowadzi czytelnika przez kolejne karty powieści, aż do finału i zapewniam, że to proza z przesłaniem, ważna i niesamowicie poruszająca lektura.

„Czarne jeziora” Doroty Suwalskiej to dynamiczna i świetnie napisana książka, a charyzmatyczna Magda jest jej najjaśniejszym punktem. Mam słabość do rudzielców z burzą loków i nie inaczej było tym razem, bo dosłownie przepadłam czytając tę powieść. Oczywiście autorka porusza w niej problemy nastolatków, ale nie skupia się tylko i wyłącznie na nich, bo "Czarne jeziora" to również historia o chorobie, o życiu z HIV.

A jak rozpoczyna się powieść? Dość nietypowo jak na lekturę dla młodzieży, bo cytatem z "Anny Kareniny" Tołstoja. Gorąco polecam, nie przegapcie "Czarnych jezior" na księgarnianych półkach!

Więcej na blogu: MATKA POLKA CZYTAJĄCA blog o książkach dla dorosłych i dla dzieci

„Piegowate niebo” – z bocianem za pan brat

recenzja książki Piegowate niebo

Zaletą lektury są nieprzesadnie proste rozwiązania, ba, niektóre problemy nie mają szczęśliwego finału, nie wszystko układa się idealnie – autorka udanie portretuje życie nastolatków, pokazuje jasne, ale i ciemniejsze strony życia rodzinnego, relacji między rodzeństwem. Jest też sporo okazji do uśmiechu – bawi choćby niebanalne opowiadanie Inki napisane podczas niezbyt intrygującej lekcji.

Uwagę zwraca język powieści – Inka nie stroni od nieco dosadniejszych określeń, czasem jej opinie są dosadne, a zachowanie niekoniecznie godne pochwały. Jednak dzięki temu lektura nabiera prawdziwości, a jej przesłanie, sens przedstawionych wydarzeń są krzepiące, dodają otuchy.

Polecam
Katarzyna
www.inna-bajka.kobietnik.pl

Pan Fortepianek

recenzja książki Pan Fortepianek

Monochromatyczne ilustracje Tomka Kozłowskiego są ciekawym dopełnieniem fabuły, zdającej się mieć nie tylko literackie, edukacyjne czy rozrywkowe walory, ale również charakter psychoterapeutyczny. Wszak głównego bohatera męczy coś w rodzaju fobii szkolnej, a rzeczony Fortepianek podejmuje się skutecznej terapii, nie tylko przez sztukę. Z tego właśnie powodu, książka Doroty Suwalskiej wyróżnia się spośród innych tytułów serii i z perspektywy psychologa, piszącego te słowa, jest szczególnie godna rekomendacji.

Łucja Abalar
ryms.pl

Nie przed wszystkimi marzeniami rodziców trzeba uciekać

recenzja książki Ratunku, marzenia!

Dorota Suwalska doskonale snuje narrację, wcielając się w postać dziesięcioletniego chłopca. Widzi świat z jego perspektywy na różne sposoby: jako brata dwóch sióstr, syna nieco zwariowanych rodziców, zwyczajnego, lecz wrażliwego chłopaka i... osoby otyłej, nielubiącej się zbyt wiele ruszać, za to uwielbiającej jeść. Czytelnik znajdzie w powieści wiele zabawnych momentów, powodów do uśmiechu, ale i przemyśleń. Między wierszami autorka przemyca wątki ze skomplikowanej historii Polski i Warmii. Nie szczędzi interesujących i jakże realnych portretów niektórych mieszkańców wsi. A także wplata błyskotliwe uwagi Julki dotyczące budowy fabuły filmu, dodając jej „Notatki scenarzysty” na początku każdego z rozdziałów. To wszystko sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Nie ma miejsca na nudę, przygoda goni przygodę, wszystko jest prawdopodobne i takie bliskie...

Agata Hołubowska
www.qlturka.pl

Literatura głębinowa

Rozmowa z Dorota Suwalską autorką i ilustratorką książki dla dzieci Marionetki Baby Jagi

Rozmowa z Dorota Suwalską autorką i ilustratorką książki dla dzieci „Marionetki Baby Jagi”, członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, współpomysłodawczynią spotkań dotyczących literatury dla dzieci poruszającej tzw. trudne tematy. Z Dorotą Suwalską rozmawia Kamila Waleszkiewicz.

Pani Doroto, skąd u Pani zamiłowanie do książek? I jak do tego doszło, że została Pani pisarką?
– Pisanie wynikło zapewne z miłości do czytania... Zaraz po przebrnięciu przez wstępne problemy związane ze składaniem literek w słowa (do dziś pamiętam, jak ślęczałam z mamą nad Elementarzem) zaczęłam „połykać” książki. Zaś pierwsze własne próby literackie pojawiły się już w podstawówce. W międzyczasie miałam kilka innych pomysłów na życie. Po szkole podstawowej była klasa biologiczno-chemiczna i marzenie by zostać zoologiem, potem Akademia Sztuk Pięknych... Ale cały czas pisałam. Z większą lub mniejszą intensywnością. Duże znaczenie dla mego dojrzewania do pisania dla dzieci miał fakt, że bardzo dużo czytałam synowi. Powtórzyłam swoje lektury z dzieciństwa i poznałam to, czego w dzieciństwie nie udało mi się przeczytać. Sama też wymyślałam dla syna historyjki – na zadany temat, na pojawiający się problem... Obydwoje to uwielbialiśmy. I czytanie i wymyślanie. W roku, bodajże 2003, Wydawnictwo Nasza Księgarnia zamówiło u mnie książkę i od tej pory również w miarę regularnie publikuję (wcześniej robiłam to sporadycznie). To był dla mnie ważny moment, bo miło mieć uczucie, że gdzieś tam jest czytelnik, który czyta, co napisałam...

Napisała Pani książkę poruszającą tzw. trudny temat. Książkę w konwencji baśniowej, z Babą Jagą jako sprawczynią wszelkich kłopotów rodzinnych. Jak narodził się pomysł i potrzeba napisania takiej książki? Czy tego typu literatura jest potrzebna?
– Impuls, prawdę mówiąc, przyszedł z zewnątrz. Wiele lat temu w ramach kuracji klimatycznej „wywiozłam” kilkuletniego wówczas syna nad morze. Był marzec. W pensjonacie prócz nas mieszkała tylko jedna pani. Zaprzyjaźniłyśmy się. To ona zaproponowała napisanie sztuki teatralnej dla przedszkolaków podejmującej problem uzależnień. O ile pamiętam jeden z warszawskich teatrów był zainteresowany tym tematem. Zadanie karkołomne. Nie podołałam i sztuka nie powstała. Ale pomysł gdzieś tam we mnie pozostał. Przerobiłam go na baśń dla dzieci nieco starszych niż przedszkolaki. Długo zastanawiałam się jak tworzyć bohaterów i skonstruować wątki, by pisząc na tak trudny temat, nie narażać małych czytelników na niepotrzebne lęki. Tak powstały „Marionetki Baby Jagi” – przypowieść o współczesnym świecie, w którym nie przystoi być smutnym. O tym jak ludzie od smutku uciekają i jak sobie z nim radzą. Napisałam ją, ponieważ uważam, że brak umiejętności bezpiecznego przeżywania smutku jest źródłem wielu nieszczęść. Książka przeleżała przynajmniej dziesięć lat w szufladzie. Pomimo szczęśliwego zakończenia oraz faktu, że nie brakuje w niej humoru uznano wówczas, że jest zbyt smutna by ją wydać. Dopiero w tym roku zdecydowała się na to Nasza Księgarnia, za co jestem bardzo wdzięczna. Być może teraz przyszły lepsze czasy dla takiej literatury, bo nie mam wątpliwości, że jest ona potrzebna. Świadczy o tym zainteresowanie z jakim spotkało się spotkanie pod hasłem: „Trudne pisanie, trudne czytanie...”, które zorganizowałyśmy z Małgosią Strękowską-Zarembą pod szyldem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Miałyśmy wspaniałych partnerów»: Polską Sekcję IBBY, www.miastodzieci.pl, www.bromba.pl i kwartalnik „Ryms”. Pojawiło się wielu znakomitych rozmówców. Z dyskusji wyłoniła się idea Książkowego Pogotowia Ratunkowego – znana już zapewne czytelnikom Miasta Dzieci

Jak ocenia Pani dzisiejszą polską literaturę dla dzieci? Dokąd zmierza? Jaki jest jej kierunek rozwoju? Zauważalne zjawiska.. Pozytywy, negatywy... braki... ochy i achy...
Nie czuję się dziecięcym literaturoznawcą. Jestem chyba zwykłym czytelnikiem, który wybiera i czyta to co lubi. A lubię humor, ciepło... i umiejętność sięgania do ważnych tematów – czyli książki, jak to nazywam, „głębinowe”, takie, które można odbierać „warstwowo”. Z tego punktu widzenia istotny jest dla mnie fakt, że każdego roku pojawiają się publikacje, po które mam ochotę sięgnąć. Zapewne z przewagą humoru nad „głębinami”, ponieważ wydawcy wciąż jeszcze trochę się obawiają tak zwanych trudnych tematów. Może jednak takie akcje jak „Książkowe Pogotowie Ratunkowe” coś w tej sprawie zmienią. Najbardziej jednak cieszy mnie różnorodność coraz bardziej widoczna w ofercie polskich wydawców. Więc może to i dobrze, że trudno określić jeden wspólny kierunek...

Nie dość, że pisze Pani książki dla dzieci, to również sama je ilustruje. Ja mam wrażenie, że od kilku lat polskie ilustracje książek dziecięcych szukają dla siebie nowej formy. Pojawiło się w świecie ilustratorów kilka osobowości wyznaczających nowe trendy, ale również widzę, że jeszcze nasza rodzima ilustracja dziecięca nie znalazła swojej drogi, wyrazu, czy charakteru który wyróżniał by ją na tle ilustracji europejskich. Mnie fascynują niektóre ilustracje szwedzkie np. Svena Nordqvista... Czy mamy szansę na stworzenie dobrej polskiej szkoły ilustracji...? Czy w Polsce kształci się przyszłych ilustratorów książki dziecięcej?
– Jeżeli chodzi o ilustracje dla dzieci, to mam wrażenie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat wiele zmieniło się na lepsze. Dawniej też byli świetni ilustratorzy. Jednak zbyt wielu wydawców uważało, że tylko ilustracja w disnejowskiej konwencji ma szansę się sprzedać. Więc ci znakomici ilustratorzy nie bardzo mieli co robić. No cóż, takie to były chyba czasy, choroba czasu transformacji, nieunikniona zapewne... Szczęśliwie mamy ją za sobą. Powstały wydawnictwa, które specjalizują się w świetnie ilustrowanej i oryginalnie projektowanej książce. Również te, które pozwalają sobie na nieco mniej „szaleństwa” są odważniejsze i bardziej otwarte niż to bywało kiedyś. Nie wiem, czy mamy szansę na powstanie polskiej szkoły ilustracji. Może będą ją tworzyć indywidualiści, dla których trudno znaleźć wspólny mianownik. Znów powiem, że to co najbardziej lubię, to różnorodność.

Jakie są Pani literackie plany na najbliższą przyszłość?
– Właśnie kończę powieść dla młodzieży i przygotowuję do publikacji powieść dla dorosłych pt. www.terapia. Zresztą sama już nie wiem, czy jest to powieść? Może raczej scenariusz internetowego serialu, albo rodzaj graficznej prozy. Pozwoliłam sobie na sporo „szaleństwa”, więc... Zresztą... nie chcę z góry zakładać problemów, które często się pojawiają przy niestandardowych propozycjach. Być może wszystko pójdzie jak po maśle.

Zapowiada się tajemniczo, fascynująco! Czekam zatem na ciąg dalszy kiełkującego właśnie eksperymentu. I życzę powodzenia.

www.miastodzieci.pl

Maria Kulik poleca

Maria Kulik poleca Czarne Jeziora

Moje bibliotekarskie podejście każe mi postawić pytanie o adresata książki. Jest to niewątpliwie współczesny nastolatek, lubiący książki „z życia”, niekoniecznie pełne gryfów, smoków, jednorożców etc. Obecność wirtualnych światów na pewno się dzisiejszym odbiorcom spodoba, to przecież ich codzienność. Utrzymana w konwencji fantasy akcja ma odniesienia do rzeczywistości – tak właśnie wygląda proces dorastania, jesteśmy dorośli i dziecięcy jednocześnie, zmienia nam się wygląd i nastrój, nie radzimy sobie z własną tożsamością.
Maria Kulik "Magazyn Literacki KSIĄŻKI"

Poczet królów i książąt polskich

Poczet królów i książąt polskich

Polecam wszystkim, dużym i małym. Lektura „Pocztu królów i książąt polskich” to fascynująca lekcja historii i zabawa połączona z poznawaniem koronowanych i niekoronowanych głów. Zasługuje na najwyższa notę, pod każdym względem.
Iwona Pietrucha (źródło: Qlturka.pl), więcej tutaj  
 

Dorota Suwalska - „Czarne jeziora”

recenzja, recenzje, opinia, czarne jeziora (...) W tej książce zainteresowała mnie też główna bohaterka. Czy wy też uwielbiacie, kiedy główny bohater książki jest do was w jakiś sposób podobny? Ja tak! Kiedy tylko przeczytałam w opisie, że Magda kocha książki, uczęszcza do Klubu Literackiego i jest uzdolniona literacko wiedziałam, że będę miała z nią coś wspólnego. Tak się też stało. Chwilami naprawdę przypominała mi mnie. Polubiłam ją. Przechodzi bardzo ciężki etap w życiu i próbuje jakoś sobie z tym poradzić. Problemy w rodzinie, w szkole, a do tego jeszcze wieść o wirusie... Wszystkie te trudne emocje przelewa na papier. Jej odskocznią od szarej codzienności jest Klub Literacki. Tam może poświęcić się swojej pasji. Jest ciekawą postacią. Autorka przedstawiła ją, jak i innych bohaterów w realistyczny sposób. Są oni naprawdę naturalni.

Powieść ta porusza bardzo trudny temat, jakim jest wirus HIV. Zauważyłam, że niewielu pisarzy porywa się na tą tematykę - szczególnie w Polsce. Bardzo podoba mi się to, że pani Dorota Suwalska zdecydowała się na to. Uważam, że jest to temat o którym mówi się teraz zdecydowanie za rzadko. Wielka szkoda. Rozmawiałam o tej książce z moimi znajomymi i dowiedziałam się, jak wielu nic nie wie na temat tej problematyki. Uważam, że młode osoby powinny dowiadywać się więcej na temat takich rzeczy. Gorąco zachęcam , szczególnie nastolatków, do sięgnięcia po tę powieść. Uświadamia ona o istotnym, choć z reguły unikanym w książkach problemie.n (...)

Więcej na blogu Z NOSEM W KSIĄŻKACH

Z czego tu się śmiać?

recenzja, recenzje, opinia, opinie, przygody szkolne Znowu kręcisz, Zuźka!Zuźka w necie i w realu Doroty Suwalskiej – w moim odczuciu niedościgniona obserwacja przygód szkolnych, która dzieciakom da szansę identyfikacji z bohaterką, a dorosłym pokaże kilka odcieni naszej rzeczywistości (scena spotkania ze szkolną panią pedagog i analiza rysunku Zuźki jest warta medalu!).

Fragment artykułu Iwony Hardej,
RYMS – Kwartalnik o Książkach dla Dzieci
i Młodzieży, nr 6, Lato 2009

www.ryms.pl

Wszystkie marionetki Baby Jagi

opis książki, Czytelnik, czytelnicy, czytelnictwo, biblioteka, biblioteki, bibliotekarka, bibliotekarz, fabuła, narracja, książka młodzieżowa, nagradzana autorka, książeczka, dobre zakończenie, cukierkowa kraina, izolacja emocjonalna, Dorota Suwalska, narrator, narracja, narracja pierwszoosobowa, narracja trzecioosobowa Dorota Suwalska, „Marionetki Baby Jagi”,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2008.

Autor w swojej książce zawsze próbuje ofiarować czytelnikowi jakiś dar. Czasem mądrość, którą posiadł, a kiedy indziej tylko intuicję lub niewyrażalne uczucie, z którym niewiele można zrobić – tyle co upchać między fabułę. Chociażby bajkową – jak w nowej książce Doroty Suwalskiej, plastyczki, poetki i nagradzanej autorki kilku książek młodzieżowych.

Najnowsza, niepozorna książeczka ozdobiona ilustracjami autorki, przeznaczona jest do rodzinnego czytania. Nie jest zbyt długa ani skomplikowana stylistycznie, narracja opiera się na zwykłym następstwie czasu, a wszystko zamyka obowiązkowe dobre zakończenie.

Zanim ono nastąpi, za sprawą Baby Jagi w życie modelowej rodziny wkradnie się chaos, zabawki zamienią się w żaby, zniknie tatuś, a magiczne cukierki otworzą drogę do Cukierkowej Krainy. Nie jest to jednak zwykła bajka, w której dobro zwycięża zło i na tym koniec. Wydaje się, że „Marionetki Baby Jagi” są odpowiedzią autorki na niewystarczalność klasycznych bajek do zrozumienia dzisiejszego świata, w którym znacznie częściej źródło problemu tkwi we wnętrzu człowieka niż w jego otoczeniu. Opowieść ta jest wyjaśnieniem problemów, z którymi coraz częściej, podobnie jak Ania, bohaterka książki, muszą mierzyć się dzieci: depresji, uzależnień, nieobecności jednego z rodziców. Mimo zmiany tematyki, przyczyna problemu pozostaje klasyczna. Nadal jest to Baba Jaga, która porzuca swą kurzą chatkę, by wytrwale niszczyć życie szczęśliwej, modelowej rodziny. Zaczyna od jej fundamentu – matki. W jej sercu robi niewidzialną dziurkę, wkłada w nią niewidzialny kamień i podmienia krople do oczu, na takie, które odwracają kierunek łez. Ich stosowanie sprawia, że „zamiast na zewnątrz spływały one do środka, toteż w sercu gromadziło się coraz więcej i więcej smutku”. Dorośli książkę tę mogliby potraktować jako komentarz do współczesności, w której trapieni zaburzeniami afektywnymi czy nerwicowymi rodzice przestają sprawować opiekę nad dziećmi i izolują się od nich emocjonalnie lub fizycznie. Ze stworzonego przez Suwalską świata całkowicie znikają mężczyźni. Tata przez nałożenie kapelusza jest tak niewidzialny, że w historii prawie go nie ma, a brata wsysa komputer i nawet gdy wszystko dobrze się kończy, ma on poważne wątpliwości, czy nie lepiej w nim pozostać. Natomiast kobiety są niezdolne do sprawowania opieki nad dziećmi, gdyż albo są niedojrzałe, jak ciocia Marysia, która na skutek używania kremu „Wieczna Młodość” zamienia się w dziewczynkę młodszą od swojej córki, albo jak mama Ani za bardzo skupione na sobie, toczące samotną walkę z przygniatającym je niewidzialnym kamieniem. W ten sposób zostają tylko dziewczynki i odległa Babcia, a w takim stopniu rozchwiany układ jest znacznie bardziej podatny na niszczycielskie działanie Baby Jagi.

Autorce pogratulować należy opisu kuszenia, w którym pani Jagoda (dla przyjaciół Jaga), wykorzystując wszelkie chwyty z arsenału dealera, wykazuje, że Cukierki Marzeń to jedyny taki „towar” w mieście: „Bo widzisz, tylko ja jedna mam takie cukierki. Nigdzie indziej ich nie dostaniesz, tylko u mnie”. Tytułowe marionetki zjadły ich zbyt wiele. Zostają w sztucznym, cukierkowym świecie, w którym panuje nakaz: „Macie tutaj tak dobrze, że musicie być szczęśliwi. To wasz obowiązek”. Za sznurki pociąga Baba Jaga, a lalki zgodnie tańczą, podskakują i robią wszystko, by rozweselić tych, którzy jeszcze niecałkiem zdrewnieli. Czekają aż któryś z widzów zapłacze, bo cukierkowa kraina nie jest trwała, lecz rozpuścić ją mogą tylko prawdziwe emocje. Można by spróbować dociec, czego symbolem w zamyśle autorki mogłaby być Baba Jaga. Nie jest ona miłośnikiem zła, lecz chaosu. To znak Nowego Porządku. Odkąd rozpoczęły się jej rządy, w świat wkradło się rozproszenie, a role odwróciły się. Zwiększa się tęsknota za Babcią, reprezentującą Klasyczny Układ. Tęsknota ta wyziera z każdej strony, przecieka przez litery i uwypukla się w obrazkach, ale wydaje się niestety, że choć w książce tak się stało, w rzeczywistości Baba Jaga jeszcze długo nie wróci do swojej kurzej chatki.

Daria Ciunelis,
WYSPA kwartalnik literacki MARZEC 2009

www.kwartalnik-wyspa.pl

Bruno [i siostry]

Recenzje książki bruno i siostry

„Jestem Bruno, jak już wiecie, i wcale nie mam pewności, czy jestem głównym bohaterem tej Książki, właściwie to chyba nikt tego nie wie. Nawet autorka. Bo tak naprawdę to autorka pisze tę książkę, to znaczy pisze, że ja piszę. (...) Zostałem wybrany na narratora, dlatego, że jestem małomówny. Mam nawet ksywkę – Bruno Milczący i tak będzie się nazywał zespół, który kiedyś założę. (...) Poza tym chodzi o wyrównywanie szans. Moje siostry są okropnie gadatliwe i gdybym nie został narratorem, w ogóle nie dałyby mi dojść do głosu...”

Bruno to szóstoklasista, którego interesuje wszystko, co związane ze światem wampirów i wilkołaków. Chłopak ma dwie siostry – Miłkę i Kaśkę. Pierwsza z nich jest młodsza i w przyszłości ma zamiar zostać weterynarzem, jak tatuś. Starsza – uczennica liceum plastycznego, w przyszłości chce robić coś, co związane jest, oczywiście, ze sztuką. Mama – muzyk, jako jedyna w swojej orkiestrze gra na puzonie. Tata to zapalony weterynarz. Jego oczkiem w głowie jest, rzecz jasna, mała Miłka – maniaczka zwierząt.

Oto właśnie Bruno i jego rodzina, bohaterowie książki Doroty Suwalskiej „Bruno [i siostry]”. Ta książka nie jest taka, jak inne opowieści dla dzieci. Wszystko tam jest, jakby INACZEJ... Zamiast rozdziałów są księgi, „Wstęp” wcale nie jest na wstępie, nie mówiąc już nic o zakończeniu... Nawet format książki jest niekonwencjonalny! Opowieść niby „średniej grubości”, z nienajwiększymi literkami, a jeden wieczór i przeczytane! Oczywiście książka przeznaczona jest raczej dla dzieci, ale nikt nie zabroni starszym, jej przeczytać :).
Ania Dachowska (14 lat)
http://junior.reporter.pl

Orany, bardzo fajne...

Recenzje książki Znowu kręcisz Zuźka!

O rany bardzo fajne. Jestem zdrowo po 30-stce i jak tylko dostanę książkę w swoje ręce to się zrelaksuję. Przypominają mi się czasy kiedy spędzałam dnie i noce nad Siesicką, Snopkiewicz, Paukszta... To były czasy... To dziwne, ale zamiast zaśmiecać umysł jakimiś bzdurnymi książkami często wracam do tych łatwych i bardzo przyjemnych książek. Może ktoś powie, że zatrzymałam się gdzieś tam przed laty, lub się cofam, ale dobrze jest mi z tym. Pozdrawiam wszystkie duże Dzieci-takie jak ja.
~Ewa , 11.05.2004 15:54
http://czytelnia.onet.pl

Internet „wróg czy przyjaciel”

Recenzje książki Zuźka w necie i w realu

Książka „Zuźka w necie i w realu” Doroty Suwalskiej jest już kolejną, po „Znowu kręcisz, Zuźka”, powieścią o przygodach tytułowej bohaterki. Tym razem Zuźka, która twierdzi, że jest raczej wesołą dziewczynką, poznaje tajniki internetu oraz związane z nim atrakcje i zagrożenia. Wprowadza tym samym czytelnika w świat komputerowego języka. Po przeczytaniu lektury wiemy już co to jest czat, pdeef, real, email, ściągać na legalu, itp. Poznajemy także sposób tworzenia prawdziwej poezji, prosto z czatu i związanych z tym procesem pułapek. Autorka zawiera w książce także przestrogi, pisząc o niebezpieczeństwach czyhających na internautę, zwłaszcza małoletniego. Chyba największe z nich to „czatowanie”, a potem spotkania „w realu”, czyli rzeczywistości. Nie brakuje tu również bardzo zabawnych zdarzeń dnia codziennego, których dostarcza także młodszy brat Zuźki, Kacper. Są więc cukierki w nosie, rzekomo trujące wilcze jagody, po których czeka się już tylko na śmierć i bardzo dramatyczne debaty nad rozwiązanym sznurowadłem. Także szkoła jest miejscem niesamowitych wydarzeń. Jak dobrze bowiem wiemy, wyobraźnia dzieci nie zna granic. Lektura książki Doroty Suwalskiej jest bardzo przyjemna i nie brakuje w niej momentów, gdy uśmiech samoistnie pojawia się na twarzy.
Zofia Stachura, bibliotekarz Filii nr 5
www.wimbp.lodz.pl

Zuźka w necie i w realu

Dnia 8 kwietnia o godz. 15.00 w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się drugie spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dzieci, na którym omawialiśmy pierwszą „zadaną” w ubiegłym miesiącu lekturę – „Zuźka w necie i w realu” Doroty Suwalskiej. Tym razem w spotkaniu klubu udział wzięło 7 osób – 4 dziewczynki i 3 chłopców, którym książka o Zuźce naprawdę się podobała, w związku z czym dyskusja potoczyła się żwawo, a nawet ogniście, bowiem różnym osobom uczestniczącym w spotkaniu podobały się różne wątki powieści. Dziewczynki, np. na pierwszym miejscu stawiały rozmowy prowadzone przez główną bohaterkę na czatach internetowych, chłopcom zaś bardziej podobały się przygody Zuźki, jej rodziny i znajomych ze szkoły – w realu.

Bardzo optymistycznym był fakt, iż dzieci dokładnie przeczytały książkę, znały doskonale treść, a niektóre rozdziały niemal cytowały z pamięci, ubarwiając je dowcipnymi, trafnymi komentarzami, co z kolei rozśmieszało nas wszystkich i sprawiło, że ponad godzinne spotkanie minęło bardzo szybko i chyba, tak przynajmniej wyglądało, nikogo nie nudziło. Nie napotykaliśmy na „dziury” w rozmowie, a dyskusji nie trzeba było „ciągnąć za uszy”, czego trochę się obawiałam, wszak książki przegrywają dziś z komputerami, zwłaszcza wśród młodych czytelników. A tu tymczasem taka miła, świąteczna niespodzianka od naszych sympatycznych „klubowiczów”. (...)
www.mbppab.neostrada.pl