nieskończoność

Plusy i minusy nieskończoności

Moją ulubioną liczbą jest mnóstwo napisałam przed laty we wstępie do pracy magisterskiej poświęconej nieistniejącym zjawiskom w kulturze i sztuce. Od liczby mnóstwo już tylko krok do nieskończoności. Nic więc dziwnego, że na długi czas stała się ona ulubionym tematem moich działań. Pisałam o niej wiersze (poezję konkretną i niekonkretną ;)), malowałam obrazy, przedstawiałam w formie obiektów lub określałam za pomocą geometrycznych teorii. Próbowałam wpisać ją w rzeczywistość tworząc bohatera, który uległ obsesji artystycznego przedstawiania nieskończoności. Dziwnym zbiegiem okoliczności zaproponowano mi realizację ani­mowanej czołówki do filmu pod tytułem „Plus, minus nieskończoność”...

„Syndrom nieskończoności”;) przekładał się na rozmaite aspekty mojego życia. Autor zdjęć do mojego „Tańca” – Michał Kubiak żartował, że nie mogę ukoń­czyć filmu właśnie z tego powodu. Może miał trochę racji? Zwłaszcza, że owo bliskie nieskończoności „mnóstwo” manifestuje się też w rozmaitości moich działań. A to, nie da się ukryć, komplikuje zawodowe życie. Intuicja mi podpowiada, że tworzenie tej strony to również będzie niekończąca się historia. Ale może to i dobrze, że witryna pączkować będzie mnóstwem podstron, obrastać w linki jak w piórka i rozwijać się w nieskończoność niczym zwinięta w kłębek linia prosta.