Wstęp do Nieskończoności
Poniżej „Wstęp” do mojej pracy magisterskiej poświęconej nieistniejącym zjawiskom w kulturze i sztuce. Tekst powstał „wieki” temu – po cóż więc do niego wracać?
Przede wszystkim dlatego, że świetnie oddaje idę „Działu sztuk nieobecnych”. Chyba nawet lepiej niż napisane specjalnie na tę okoliczność wprowadzenie.
Ale są również inne powody.
Na przykład fakt, że wiele idei, o których w nim piszę do dziś zachowało aktualność. Tyle, że, dziwnym trafem, przeoczyłam moment, w którym rozwój technologii pozwolił na ich realizację bez konieczności angażowania gigantycznych środków finansowych:
– Wirtualna budowa Ołtarza Wszelkich Wyznań – proszę bardzo.
– Idea nakręcenia filmu „dokumentalnego” o nieistniejących zjawiskach w kulturze i sztuce – czemu nie! Dziś zrobienie takiego filmu to nie jest już taki problem.
–Publikacja „książki bez początku i bez końca” – jak najbardziej – jeśli nie na papierze, to przynajmniej w sieci.
Przed laty miałam „nadzieję, że moja praca magisterska zainicjuje powstanie” takiej książki. Co z tego wynikło? Przez osiemnaście lat dopisałam tylko jeden „rozdział”.
Dziś chcę to nadrobić, licząc, że w urzeczywistnieniu dawnych marzeń pomoże mi ta strona.
„Dyptyk” – praca magisterska napisana została pod kierunkiem Pani dr Jagny Dankowskiej (Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, 1992).
W tym miejscu pragnę również złożyć podziękowania pani profesor Alicji Domańskiej, która nieoficjalnie, lecz z wielkim wyczuciem mnie wspierała. A także moim profesorom – Stefanowi Gierowskiemu i, nieżyjącemu niestety, Ryszardowi Winiarskiemu, którzy nie ograniczyli się do zapoznania z pracami plastycznymi, ale zdecydowali zagłębić się w świat, który przedstawiłam w swojej pracy-książce. Miałam szczęście spotkać na swej drodze prawdziwych Mistrzów.
PS. Przy okazji znalazłam błąd na stronie „plus, minus nieskończoność”. Jak się za chwilę przekonasz, drogi Czytelniku, we Wstępie do swej pracy magisterskiej ani razu nie użyłam określenia „liczba mnóstwo” – ot, figle pamięci. Błąd prostuję, lecz tekstu na stronie nie zmieniam.
Czerwono-czarny dyptyk – jeden z obrazów z mojego dyplomowego cyklu.
Wstęp
Jedną z moich istotniejszych cech jest skłonność do nadmiaru, która pociąga za sobą potrzebę zdobycia umiejętności rezygnowania. Zresztą nie ma chyba osoby, która mogłaby powiedzieć, że udało jej się zrealizować wszystkie ważniejsze pomysły, dać wyraz wszystkim istotnym odkryciom, które jej się dotychczas przytrafiły. Podobnie jest w moim przypadku. Był czas, że uważałam siebie za osobę, która chce „wszystkiego po dużo”, bo zajmowały mnie sztuki plastyczne, literatura, interesowała muzyka, a w konsekwencji ciągnęło do teatru i filmu. Miałam przy tym głębokie przekonanie, że każdej z tych dziedzin można poświęcić całe życie i wszystkie swoje siły. Tak się jednak składa, że posiadam tylko jedno życie (choć nie jest to takie pewne), a zasób moich sił niestety również jest ograniczony i zmuszona byłam z wielu swoich planów zrezygnować. Czasem moje rezygnacje były efektem świadomego działania, czasem „samo się rezygnowało”. Jednak wiele z dawnych pragnień i niezrealizowanych, bądź też nie w pełni zrealizowanych zjawisk (które niegdyś zaistniały w moim umyśle) dotyka spraw na tyle dla mnie istotnych, że powracają, co pewien czas i do tej pory mnie poruszają. Zapragnęłam więc w jakiś sposób powołać do życia wymyślony kiedyś Teatr Zbrodni, Teatr Czystej Treści, literaturę opartą na słowach skondensowanych i związaną z nimi grafikę poezyjną, Fabrykę Nieskończoności, czy też Instytut Poszukiwań Wspólnego Źródła Wszelkich Sztuk i Działań... A jak to zrobić jeżeli ma się świadomość, że realizacja tych wszystkich koncepcji w takim wymiarze, w jakim bym chciała, jest niemożliwa. Tym bardziej, że wciąż pojawiają się nowe i w danym momencie wydaja się najważniejsze? Jedynym wyjściem jest napisanie naukowych, a jeszcze lepiej popularyzatorskich opracowań dotyczących tych wymyślonych, bądź częściowo zrealizowanych zjawisk tak jakby one istniały naprawdę, lub zrealizowanie na ich temat „filmów dokumentalnych”. Ponieważ produkcja filmów jest dla mnie chwilowo zbyt kosztowna – zdecydowałam się na pisanie. Zresztą taki był mój pierwotny zamysł. Kwestia robienia filmów pojawiła się dużo później.
Ta koncepcja pozwoliła mi znaleźć formę zgodna z moimi naturalnymi predyspozycjami i skłonnościami, zespolić rozmaite pasje i wykorzystać napisane przeze mnie wiersze. Dała również możliwość spojrzenia na siebie z dystansu i uświadomienia sobie głównych idei kierujących moim postępowaniem. Dziś rzadziej myślę o sobie jak o kimś, kto ma „zbyt wiele cech” lub pragnie „wszystkiego po dużo”. Skłonna jestem raczej sadzić, że wciąż niezależnie od tego, czy piszę, czy maluję, zajmuje się tym samym – tylko używam do tego innych narzędzi – i za każdym razem robię to w innym miejscu i momencie swojego życia.
Z zamiarem napisania takiej książki nosiłam się już od kilku lat. Zbliżający się dyplom i perspektywa pracy magisterskiej podziałały na mnie mobilizująco. Szczerze powiedziawszy jestem zadowolona, że zwlekałam z realizacją zamierzenia tak długo. Życie dopisało dalszy ciąg do niektórych historyjek. To co miało się znaleźć w oddzielnych opracowaniach nieoczekiwanie okazało się całością, np. pomysł dotyczący Teatru Zbrodni przyszedł mi do głowy kilka lat temu, zaś wiersz o Marii Magdalenie napisałam nieco ponad rok temu.
Tym razem również zmuszona byłam do rezygnacji. Opracowanie wszystkich tematów do terminu dyplomu okazało się ponad moje siły, a niektóre z nich jeszcze nie dojrzały do napisania. Zdecydowałam się na dwa prezentujące działalność artystów traktujących sztukę jako swego rodzaju drogę duchową; związane z poszukiwaniem własnej tożsamości religijnej, kulturowej, i etycznej, i zarazem przedstawiające dwa skrajnie zróżnicowane podejścia do tego problemu, który ma zresztą dla mnie zasadnicze znaczenie. Wydaje mi się również, że kwestia ta jest w mniejszym lub większym stopniu istotna dla każdego, a jednocześnie starałam się poruszyć tematy istotne dla naszego kręgu kulturowego. Jest to więc swego rodzaju dyptyk jak dyptykami są prezentowane na wystawie dyplomowej obrazy. Ponadto druga część nosząca tytuł „Marzycielska Geometria i Fabryka Nieskończoności” jest dosyć swobodnym komentarzem do mojego malarstwa i pracy przygotowanej w ramach aneksu. Mam nadzieję, że moja praca magisterska zainicjuje powstanie książki bez początku i bez końca, która daje możliwość ciągłego uzupełniania, zmieniania i rozwijania.
Wierze również, że będzie ona jedynie uzupełnieniem innych działań, bo żeby pisać o czymś z czego się zrezygnowało trzeba mieć coś, co się udało zrealizować.